7Lut2019

Historia Szaron

Dotarliśmy jako Szaron do momentu, który był dla nas niewyobrażalny 10 lat temu, czyli wtedy, kiedy zaczynaliśmy tę niesamowitą przygodę. Dlaczego mówię zaczynaliśmy? Bo nigdy nie byłem sam. Oczywiście był ze mną najlepszy szef, Jahwe. Dał mi On również wspaniałą doradczynię, moją żonę, a także przyjaciół i współpracowników, których przybywało z każdym rokiem. Te dziesięć lat jest dowodem na to, że kiedy Bóg budzi w naszych sercach coś, co wydaje się niemożliwe, po ludzku głupie i pyszne, On ma plan, ma wizję. Warto Mu zaufać.

Ten moment zaufania z perspektywy czasu wygląda wspaniale, mogę o tym opowiadać jak o zwycięskim kroku wiary. Ale kiedy cofnę się do października 2009 roku i wejrzę jeszcze raz w tę sytuację, to widzę, jaka droga była do przebycia. Jeszcze zanim wszystko się zaczęło, musiałem założyć działalność gospodarczą zupełnie z innego powodu, niż prowadzę ją dzisiaj. Przy zakładaniu działalności należy podać nazwę. Moja żona otworzyła więc dużą ilustrowaną Biblię w miejscu, gdzie znajduje się słownik, i zobaczyła słowo Saron. To było słowo, które nam się spodobało, nie mieliśmy jednak świadomości, co ono oznacza i jak bardzo będzie to prorocze słowo dla tego, co było przed nami.

Wracając do października 2009 roku – to był czas, gdy od ponad roku pracowałem dla księgarni chrześcijańskiej prowadzonej przez Centrum Misji i Ewangelizacji w Dzięgielowie. Nie mógłbym tego faktu pominąć, bo wierzę, że już wtedy Bóg zadziałał poprzez dyrektora tej organizacji. Nigdy nie widziałem siebie w księgarni czy wydawnictwie chrześcijańskim. Ten człowiek jednak zauważył we mnie to, co było moją pasją: książka, prowadzenie działalności, a przede wszystkim delektowanie się Bożą obecnością. Do dziś jestem wdzięczny Bogu, że postawił na mojej drodze życia Grzegorza Giemzę.

We wrześniu 2009 roku zdecydowałem o zakończeniu pracy w CME. Byłem świeżo upieczonym ekonomistą, myślałem, że teraz zacznę „normalną” pracę. Kiedy w październiku podczas lektury Słowa Bożego usłyszałem od Boga, że mam otworzyć księgarnię chrześcijańską, zamarłem. Pomyślałem wtedy: „Super! Miałem mieć fajną nowa pracę, a to dalej nisza – książka chrześcijańska. Zatrwożyło mnie to. Zadawałem Bogu mnóstwo pytań o miejsce, konkurencję, pieniądze itp. Nie będę tu przytaczał rozdziałów, poprzez które Bóg do mnie mówił, jednak tak działa Duch Święty, że kiedy czytamy Słowo, to nagle jakiś tekst staje się słowem objawionym dla konkretnej sytuacji, zaczyna żyć i odpowiadać na nasze pytania. Trwało to wszystko do 24 listopada, kiedy wizja stała się jasna na tyle, abym mógł w nią uwierzyć.

Nie wiedziałam jednak, jak zacząć. Rozpoczął się dla mnie czas pustyni w zmaganiach z tym przedsięwzięciem. Bałem się, po ludzku nie wyobrażałem sobie, jak to mogłoby się wydarzyć. Może dla Ciebie to nic szczególnego. Ale uwierz mi, byłem człowiekiem bez grosza przy duszy, z nowo założoną rodziną, kilkumiesięcznym dzieckiem, naszą córką. Z ludzkiej perspektywy to było dla mnie coś nieosiągalnego. Doznawałem wielu chwil zwątpienia. Myśli, że to chyba moje wymysły, przychodziły w każdym momencie wątpliwości. Modliłem się w grudniu 2009 roku o słowo, które wzmocni moją wiarę i pozwoli pójść w to nieznane.

Pewnego dnia poszedłem do piwnicy, gdzie wówczas stał piec węglowy. Wygarniałem popiół, gdy nagle zobaczyłem małą nadpaloną kartkę, a właściwie jej skrawek, a na niej biblijny odnośnik, 1 Księga Samuela 30,8. Wbiegłem do mieszkania i przeczytałem ten tekst: „Puść się w pogoń..”. Kiedy słowo to wpłynęło do mojego ducha, zacząłem płakać, bo wiedziałem, że to tekst, którego potrzebowałem, aby uwierzyć w Boże prowadzenie w temacie tego, co ma powstać. Dosłownie tak jak ta kartka – wizja powstała z popiołu do życia.

Przez miesiąc planowałem, jak to wszystko będzie wyglądać: księgarnia, kawiarnia, sala wykładowa. Wiedziałem, gdzie to będzie. Bóg wyraźnie wskazał nam ulicę Ogrodową 6 w Ustroniu. Kiedy snułem te plany, cisza ze strony Boga była bardzo dokuczliwa. Do tego stopnia, że jak bumerang wróciły wątpliwości, czy idę dobrą drogą. 17 stycznia 2010 roku miałem naprawdę dość, kręciłem się wokół, nie idąc do przodu. Wiedziałem, jak i co robić, ale nie miałem najmniejszego pojęcia, jak rozpocząć to od strony finansowej. Poszedłem tego dnia do kościoła i powiedziałem Bogu: „Tato, albo dziś otrzymam jakąś nadzieję w dziedzinie finansów, albo kończę z tą sprawą”.

Jestem osobą, która zawsze bardzo długo wychodzi z każdego spotkania, moja żona może potwierdzić, ile razy posyłała mi ten znaczący wzrok, kiedy czekała na mnie w drzwiach. Tym razem jednak wyszedłem szybko z kościoła, chciałem jechać prosto do domu. Gdy już wychodziłem, zaczepił mnie ktoś, kogo nie znałem, zapytał, jak się nazywam i co robię. Powiedziałem, jak mam na imię i wystrzeliłem: „Planuję otworzyć księgarnię”. Człowiek ten zapytał mnie, czego obecnie najbardziej potrzebujemy. Odpowiedziałem mu, że wszystkiego. To była krótka rozmowa zakończona propozycją: „Spotkajmy się w tym tygodniu, zobaczę, co da się zrobić”. Osobiście nie odebrałem tego jako Bożą odpowiedź na moją modlitwę, ale moja rodzina uświadomiła mi, że to jest właśnie to, o co się modliłem.

Tu warto wspomnieć o mojej rodzinie: rodzicach, siostrach z rodzinami, teściach i szwagrze oraz oczywiście o żonie. To moi kibice. Ludzie, od których nigdy nie usłyszałem słowa zniechęcenia. To oni zawsze podnosili mnie, kiedy ja już nie miałem sił. Doświadczam tego przez ostatnie 10 lat. Tam, gdzie wszystko i wszyscy wokół mówili mi: „To się nie uda”, oni wierzyli i dopingowali mi w najtrudniejszych nawet sprawach. Jestem Bogu wdzięczny za tych ludzi.

Spotkałem się z człowiekiem, który zaczepił mnie w niedzielę. Zaproponował mi, że zasponsoruje meble do naszej księgarni. To był dla nas milowy krok na drodze fizycznej realizacji duchowej wizji. W tym samym dniu wydarzyła się jeszcze jedna ważna rzecz, która była dla mnie lekcją, z której korzystam do dzisiaj. W czasie modlitwy usłyszałem głos: „Wróć do początku”. Nie wiedziałem, o co chodzi, ale kiedy przyjechałem wieczorem do domu i usiadłem do czytania Biblii, wróciłem do słów, którymi Bóg wskazał mi drogę. Przy nich był zapisek: Księgarnia chrześcijańska. Nie było tam mowy o kawiarni, sali itp. Wtedy zrozumiałem tę ciszę Boga. Bóg zaczekał w miejscu, z którego ja poszybowałem dalej bez Niego, chciałem dodać do Bożego planu kolejne rzeczy. Kiedy wróciłem do tego miejsca, Bóg tam był i poszliśmy dalej razem. Jeśli otrzymałeś Boże obietnice dla swojego życia i nagle doświadczyłeś Bożej ciszy, zbadaj, czy naprawdę podążasz drogą, którą wskazał Ci Tata, czy nie wyprzedziłeś Bożych planów.

W międzyczasie zakończyła się definitywnie moja dotychczasowa praca. Pierwszy raz jako księgarnia pojawiliśmy się w marcu 2010 roku w Hotelu Gołębiewskim na konferencji kobiet, dzięki uprzejmości organizatorów – Chrześcijańskiej Fundacji Życie i Misja. To był czas, kiedy Bóg potwierdził swoją wolę. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale na moich oczach zaczęła się tworzyć księgarnia, jakiej do tej pory nie widziałem. Otworzyliśmy sklep internetowy Szaron.pl. Dowiedzieliśmy się, co oznacza to słowo. Jest to równina w Izraelu, która kiedyś była pastwiskiem, a dziś jest jednym z najważniejszych obszarów rolniczych Izraela. Biblia wiele razy wymienia narcyzy, lilie Szaronu. Wierzymy, że Szaron przynosi owoc większy, niż widzą nasze oczy. Nasze logo jest obrazem rozwoju, ale nie myśmy go planowali. Kolega z pracy, grafik zaproponował mi pewnego dnia: „Mam kilka logo, których nie wykorzystałem, wybierz sobie, jeśli chcesz”. Wybraliśmy logo, choć nie wiedzieliśmy jeszcze, czego logiem ono będzie. Pawle, dzięki za ten dar, jest on z nami każdego dnia.

W maju 2010 zaczęliśmy dostrzegać realizację naszej wizji. Mieliśmy wynająć dół budynku na Ogrodowej 6. W przeddzień podpisania umowy Bóg zwrócił mi jednak uwagę, że w wizji pokazał mi górę, nie dół. Właściciele budynku zgodzili się na tę zmianę. Byli nimi Alina i Henryk Wiejowie, których codzienna zachęta w tym dziele była dla nas bezcenna. Kiedy malowałem ściany i sufity pomieszczenia, w Ustroniu nastała powódź, dół budynku został zalany, a parkiet znajdujący się na parterze wyglądał jak fale Dunaju. Byłem zdumiony tym faktem, będąc świadomym, że właśnie tam chcieliśmy otworzyć księgarnię. Gdybym zdecydował się na parter, nie byłoby to możliwe przez następnych kilka miesięcy. Bóg jest niesamowicie precyzyjny w swoich słowach, dlatego nie zmieniajmy ich. On widzi dalej i więcej.

14 czerwca 2010 otworzyliśmy stacjonarną księgarnię w Ustroniu. To był wspaniały dzień, odwiedzili nas nasi przyjaciele, by wspólnie z nami świętować. Rozpoczęliśmy drogę, na której było wiele przeszkód, ale mieliśmy coś, co było potężną siłą – zaufanie Bogu. Od pierwszych dni przychodzący do księgarni ludzie siali w nas słowa niewiary: że to się nie uda, że nie tędy droga, że musimy mieć sponsorów. Księgarnia im się podobała, ale ich słowa nie były zachęcające. Każdego dnia stawałem rano w modlitwie i mówiłem: „Panie, Tobie wierzę, nie tym słowom, nie temu, jak to wygląda w ludzkich oczach”. Pewnego dnia nieżyjący już człowiek o proroczym wejrzeniu, który pochodził ze Stanów Zjednoczonych, przejeżdżał obok naszej nowo otwartej księgarni. Nie było na niej jeszcze szyldów informujących, co znajduje się wewnątrz budynku. Pat Holoran zobaczył u drzwi budynku wielkiego anioła z książką w ręku. Zapytał osoby, z którą podróżował, co znajduje się w środku. Kiedy usłyszał, że księgarnia, odpowiedział: „Już wiem, dlaczego ten anioł stoi tam z książką”. Było to dla nas kolejnym potwierdzeniem, że rozpoczęliśmy Boże dzieło.

Przeszliśmy wiele ważnych lekcji i pewnie jeszcze wiele przed nami. Ale wiem, że jeśli ufam Panu i zwracam się do Niego, to będę widział Jego zwycięstwo. Ta wiara, jak mówi Słowo: Wiara Boga w nas, była niesamowita. Jestem świadomy, że gdyby to była tylko moja wiara, to nie dałbym rady. Ale miałem w sobie nadnaturalną wiarę samego Boga, i to pozwoliło mi iść do przodu. Pamiętam moment w październiku 2010 roku, kiedy moja żona powiedziała mi, że trzeba kupić buty naszej Majeczce, a ja bez strachu, ale jednak zdając sobie sprawę z faktów, odpowiedziałem: „W tej chwili nie mamy na to pieniędzy”. Tego wieczoru odwiedzili nas znajomi, a wchodząc, dali nam kopertę – zaległe wrześniowe życzenia urodzinowe. Tak, dobrze myślisz, w środku były pieniądze. Na buty. Bóg zadziwia mnie swoją wiernością w tak małych, czasem mało znaczących chwilach. Takich momentów Bożej wierności, ludzkiej przychylności, nadnaturalnych rozwiązań było tak wiele, że ta broszura mogłaby stać się książką Bożych cudów w Szaronie.

Nadszedł rok 2012 – wówczas stanęliśmy przed kolejną górą, wyzwaniem samego Boga. Staliśmy się wydawnictwem, rozpoczęliśmy od wydania Biblii, Nowej Biblii Gdańskiej. To był temat olbrzymiej wiary, szczególnie w kontekście finansów. Spotkania z tłumaczem, jego przeżyciami, dały mi tak wiele mądrości i wiedzy. Na podstawie zachęcenia ze Słowa Bożego zdecydowaliśmy się wydać dzieło, które jest bardzo pomocne w studiowaniu Słowa z uwagi na wierność oryginałowi. Potem rozpoczęliśmy pracę nad setkami różnych tytułów. W 2012 roku zatrudniliśmy pierwszą osobę do zespołu – Krysię, osobiście moją mamę. To była nieoceniona pomoc w Szaronie, dziś mama jest już na emeryturze. Tak zaangażowanej osoby ze świecą szukać. Chwała Bogu za Mamę! W 2012 roku udało nam się także wreszcie wyjechać na pierwsze rodzinne wakacje.

Oczekiwaliśmy kolejnych rzeczy, które będą dla nas za duże, a dla Boga możliwe. I tak doszliśmy do kolejnego ołtarza naszego funkcjonowania na rynku, roku 2016. Na stałe pracowały z nami dwie niesamowite osoby, Marta i Dorota, które traktowały i traktują do dnia dzisiejszego swoją pracę jako służbę i pomoc ludziom. Jestem Bogu za nie bardzo wdzięczny. To był czas, kiedy po raz pierwszy w życiu pościłem od jedzenia. Czas niezwykły, Bóg pokazał mi zupełnie nowy obszar mnie i Jego. Nie o poście chcę jednak pisać, ale o tym, co się wydarzyło podczas pewnej grudniowej nocy. Miałem sen: podpisywałem w nim kontrakt, widziałem kwotę. Wiedziałem, że to ważny krok, ale w tym śnie czułem też ludzką ekscytację i niedowierzanie, że coś takiego się dzieje. Jakbym stał przed skokiem na bungee: czułem lęk połączony z ekscytacją. Wstałem rano i zapisałem ten sen, wierząc, że dowiem się, co on oznacza, w odpowiednim czasie.

Kilka dni później otrzymałem telefon od właściciela Jack.pl, Kuby Głuszaka. Chciał, żebyśmy się spotkali. Wtem usłyszałem, jak Duch Święty mówi do mnie – sen dotyczy tego spotkania. Tu należy zaznaczyć coś, co było i jest niezwykłe w naszej relacji czy współpracy. Kuba miał zwyczajnie wszelkie prawo, aby z nami nie chcieć utrzymywać za wiele kontaktu, w końcu otworzyliśmy w tym samym mieście podobną księgarnię. Okazało się jednak, że Bóg miał w tym swój plan. Przez lata współpracowaliśmy ze sobą i pomagaliśmy sobie. Kiedy nam brakowało towaru, pożyczaliśmy sobie. To było niezwykłe. Podczas spotkania Kuba zaproponował, abyśmy połączyli księgarnie i przejęli Jack.pl pod swoje skrzydła. Rozpoczął się czas rozmów z Bogiem i z Kubą. Nie wchodząc w szczegóły, Bóg dał nam niesamowite słowa, lekcje i pokazał kolejny raz, że to On jest Bogiem, do niego wszystko należy. I że tak bardzo warto podążać za Nim. Po dwóch miesiącach rozmów doszliśmy do momentu, kiedy Jack z ulicy 3 Maja przeniósł się na Ogrodową 6. Bóg uczynił cuda również w dziedzinie finansów, ponieważ suma kontraktu była dla nas czymś „z kosmosu”, ale okazało się, że było to z Nieba. Kiedy Pan coś zaplanuje, to możesz w ciemno decydować się na kroki, które po ludzku są drogą nad przepaścią.

Jednocześnie widzę to jako proroczy znak dla Kościoła w Polsce, jakże podzielonego… Jeśli księgarnie chrześcijańskie potrafią ze sobą współpracować, choć są bezpośrednimi konkurentami na rynku, to jest to znak, że można jednać się i współpracować w Kościele, w którym przecież konkurencja nie powinna mieć miejsca. Obie księgarnie nie należały do fundacji czy stowarzyszeń, nie były wspierane poprzez darowizny, były więc zależne od praw, jakie dyktuje rynek, aby się utrzymać. A jednak doszło do ich połączenia. Uważam, że jest to przedsmak tego, co wydarzy się w Kościele – pomimo różnic współpraca i działanie jako jeden Kościół Jezusa Chrystusa jest możliwe.

Już wtedy z uśmiechem pytałem Boga: „Jaki następny krok, Tato, planujesz?”. Bo czułem, że jest to przeddzień czegoś większego, do czego przygotował nas nasz Bóg. Czułem, że czas zmiany miejsca prowadzenia naszej działalności stanie się rzeczywistością. Przez dwa kolejne lata Bóg pokazywał jakby migawki tego tematu, jednak wszystkie plany w tym temacie były tylko moimi planami. Nie wiedziałem, jak On będzie chciał to wykonać, w swój jedyny sposób, który przyniesie chwałę tylko Jemu, a nie żadnemu człowiekowi. Etapów było mnóstwo, mieliśmy sporo podpisanych umów przedwstępnych, projektów itp., które spełzły na niczym. Byłem już tak zmęczony tym tematem, że męczyło to także moich najbliższych przyjaciół, no i oczywiście żonę. Ale tak jakby po nitce do kłębka Pan kierował nas poprzez sytuacje, słowa ludzi, słowa z Biblii, aż nagle Bóg powiedział mi: „Odpocznij, nie działaj w tym temacie”. Byłem tak znużony, że z przyjemnością przyjąłem tę opcję, choć trochę tęskniąc za tym marzeniem. Dlaczego tak bardzo tego chciałem? Po przejęciu Jack.pl nasze lokum stało się za małe. Zespół liczył już 7 osób. Siedem wyjątkowych osób, które każdego dnia znosiły bolączki za ciasnego miejsca. Uwierz mi, to irytujące, kiedy przechodząc każdego dnia między regałami, co chwilę w coś uderzasz. Nie chciałbyś wejść do naszego magazynu, był tak pełny, a niektóre przejścia były tak wąskie, że kiedy wzięło się karton w ręce, można było utknąć w przejściu. Każdy z pracowników wie, że lubię koloryzować, ale nie robię tego w tym temacie. A biuro dla pracowników… nawet o nim nie wspomnę, bo nie uwierzycie. Chwała Bogu za takich towarzyszy w tej podróży, oni to znosili i pracowali z pełnym zapałem, jak dla Pana – bo przecież pracujemy dla Pana! Tak dotarliśmy do sierpnia 2018 roku.

Kiedy odpoczywałem od tematu nowego lokum, nagle pojawiło się miejsce, o którym nawet nie myślałem. Dwie osoby niezależnie w cudowny sposób wskazały na to właśnie miejsce. Pan Bóg dobrze mnie zna, wie, że na podjęcie dużej decyzji potrzebuję czasem zbyt dużo czasu. Tutaj go nie było, na decyzję mieliśmy dwa tygodnie. Oferta była bardziej niż dobra. Miejsce, o którym piszę, było świadkiem wielu działań naszego przeciwnika. Otrzymaliśmy zapewnienie, że mamy wejść tam, gdzie jest ciemność, aby jasność Jezusa Chrystusa rozświetliła to miejsce i wzbudziła je z martwych. Kiedy to piszę, doświadczamy niesamowitej łaski. Ekipy remontowo-budowlane weszły z dnia na dzień. Pracują mimo mrozów. Spotykamy mnóstwo przeciwności, a wiele sytuacji jest ponad nasze siły i możliwości. O kwestii finansów nie wspomnę. Wiem jednak, że to Jego plan, dlatego Mu ufam. Jednocześnie jestem świadomy, że każdego dnia chcę dbać o osobistą relację z Nim. Tylko to daje mi pewność, radość mimo trudności i wiarę, aby iść dalej. Bez Boga, bez Jego słowa to, co robię, momentalnie mnie przygniata i czuję się sparaliżowany. Kocham tę zależność od Niego. Wierzę w to, że kiedy Bóg daje swoje zlecenie, to jest ono ponad nasze siły. Więc jeśli wychodzimy spod Jego zaopatrzenia w nie, nic dziwnego, że padamy na twarz.

Jeśli czytasz tę broszurę, jesteśmy już w nowym miejscu. Dziś jest 29 stycznia 2019 roku – czas przeprowadzki Szaronu i Jacka jest bardzo niedaleki. Nie opisuję tutaj wielu szczegółów tych wszystkich wydarzeń, ale zapewniam Cię, że doświadczyliśmy wielu cudów na przełomie tych dziesięciu lat, odebraliśmy wiele lekcji. Jesteśmy otwarci na Boży głos, cokolwiek On będzie dla nas oznaczał. Bo wiemy, że Jemu warto zaufać.

Każdy z tych dużych kroków był dla mnie szczególny podwójnie. Tak jakby za każdym razem rodziło się dwoje dzieci. Kiedy w 2009 roku powstawała księgarnia, na świat przyszła nasza pierworodna Maja, kiedy wydawaliśmy Biblię w 2012 roku, na świecie pojawił się Dawidek. Kiedy to piszę w 2019 roku, gdy tworzy się nowe miejsce dla księgarni i wydawnictwa, rodzi się nasza córka Nina. Dokładnie dziś poznałem jej twarz i doświadczyłem cudu narodzin. I dziś kończę też pisanie tej krótkiej opowieści, która wierzę, że będzie inspiracją także dla Ciebie.

Niech będzie chwała Jezusowi za te 10 lat! Dzielimy się tymi bardzo prywatnymi informacjami, bo jesteśmy świadomi, ze bez Niego nie istniałaby nasza firma, która jest służbą dla Kościoła w Polsce. Każdy klient jest dla nas błogosławieństwem, jesteśmy świadomi, że to Pan posyła każdego z nich. Każdy pracownik jest dla nas darem – w ciągu tych 10 lat przewinęło się przez nasz zespół kilkanaście osób, współpracujemy z kilkudziesięcioma tłumaczami, redaktorami i korektorami, utrzymujemy partnerstwo z ponad stu firmami. Jest to Boży cud i łaska. I jesteśmy za to potężnie wdzięczni.